W Stoczni Gdynia S.A. wrze. Część stoczniowców, zrzeszonych w Związku Zawodowym Pracowników ,Stoczniowiec”, zarzuca kierownictwu firmy złamanie zapisów zakładowego zbiorowego układu pracy. Chodzi o fundusz awansowy, z którego – jak twierdzą stoczniowcy – 1 procent od stawek zaszeregowania kwartalnie powinien być przeznaczany na podwyżki dla pracowników.
- Tak się nie stało w III i IV kwartale ubiegłego roku. Tak też nie będzie i w tym – mówi Leszek Świętczak, przewodniczący zarządu ZZP ,Stoczniowiec” – Rozważamy skierowanie sprawy do sądu pracy, bo zostało złamane prawo. Zarząd stoczni w odpowiedzi uruchomił fundusz, ale tylko formalnie. Nie poszły za tym podwyżki. Ci, którzy starali się o awanse, otrzymali odpowiedź, że osiągnięte wyniki firmy nie są zadowalające.
W efekcie napiętej sytuacji niewiele brakowało, aby w poniedziałek nie wyszło do pracy około 200 pracowników wydziału K3 stoczni, zajmującego się prefabrykacją kadłubów. Po godz. 6 rano niezadowoleni stoczniowcy przekazali swoje postulaty kierownictwu firmy. Ich roszczenia zostały też przedstawione w formie komunikatu, wywieszonego w różnych częściach zakładu. Na najbliższy poniedziałek zaplanowane jest spotkanie pracowników z Januszem Szlantą, prezesem stoczni. Jak dowiedzieli się reporterzy ,Dziennika” sytuacja w firmie badana jest obecnie przez Państwową Inspekcję Pracy.
Pracownicy stoczni buntują się nie tylko ze względu na brak podwyżek, ale także i inne posunięcia kierownictwa. Monterzy i spawacze w trakcie przerw w pracy nie otrzymują już mleka i kiełbasy do zupy, jak to było jeszcze przed kilkoma miesiącami. Według stoczniowców zaniedbane są sprawy BHP, brak jest osłon osobistych. Zarząd stoczni zabronił też sprzedawania barom działającym na terenie zakładu ciepłych potraw.
- Argumentowali to faktem, że robotnicy przedłużają przerwy na posiłki i mniej pracują – mówi Jan Gumiński, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Gospodarki Morskiej Stoczni Gdynia S. A. – Z tego, co wiem, kwestię tę bada Państwowa Inspekcja Pracy.
Mirosław Piotrowski, rzecznik zakładu, odmówił nam wczoraj skomentowania całej sytuacji.
- Uważam, że jest to wewnętrzna sprawa stoczni – powiedział.
Piotrowski dodał, że sytuacja zakładu jest stabilna.
Zgodnie z prawem
Mówi Dariusz Adamski, przewodniczący Sekcji Krajowej Przemysłu Okrętowego NSZZ “Solidarność”:
- Problem z funduszem awansowym w Stoczni Gdynia to skomplikowana sprawa. Według mnie, a także stanowiska Państwowej Inspekcji Pracy, ta akurat kwestia to wewnętrzna sprawa stoczni. Przełożeni mogą, ale nie muszą podwyższać poborów pracownikom z tego tytułu.
Kłopoty przez złotego
Niemal wszystkie dochody polskich stoczni pochodzą z eksportu – za statki odbiorcy płacą w dolarach, do niedawna też markach, a teraz też w euro. Tymczasem od lat cena walut obcych jest praktycznie bez zmian, co więcej złoty staje się coraz droższy. Dwa lata temy wymiana miliona marek na złotówki przynosiła eksporterowi ok. 2,1 mln zł. A kilka miesiący temu – ten sam milion marek dawał tylko 1,8 mln zł, a w tym czasie opłaty za prąd, gaz, stawki ubezpieczeń i inne koszty wyraźnie wzrosły.
Autor artykułu: (szad)