Siatkarze w ćwierćfinale mistrzostw Polski

February 11th, 2002

Siatkarze MTS Kwidzyn zakwalifikowali się do ćwierćfinału mistrzostw Polski juniorów starszych. W turnieju klasyfikacyjnym, którego byli gospodarzami, pokonali MKS Korab Puck i Stoczniowca Gdańsk. Do dalszej fazy rozgrywek zakwalifikowali się też gdańszczanie.

Z Korabem kwidzynianie wygrali 3:0 (25:16, 25:17, 25:19). W pierwszym secie zwycięstwo przyszło łatwo i pewnie dlatego gospodarze rozpoczęli drugą odsłonę zbyt rozluźnieni. Zawodnicy z Pucka po szkolnych błędach siatkarzy MTS prowadzili 4:0. W drużynie kwidzyńskiej szwankowały blok, odbiór zagrywki i rozegranie. Po ostrych reprymendach trenera Marka Wodzińskiego miejscowi doprowadzili do stanu 9:9 i po chwili objęli prowadzenie, którego nie oddali do końca seta.

Goście próbowali walczyć do wyniku 16:14, później już nie istnieli na parkiecie. Gra w trzeciej części pojedynku była bardzo zacięta. Korab prowadził 8:7, pźniej na tablicy wyników widniał remis 14:14, 16:16 i 19:19. Od tego momentu, zmobilizowani pokrzykiwaniami trenera i dopingiem publiczności, siatkarze MTS zdobyli sześć punktów po kolei, by wygrać seta i całe spotkanie.

W drugim meczu turnieju Stoczniowiec pokonał zmęczonego poprzednim spotkaniem Koraba 3:1, zapewniając sobie miejsce w ćwierćfinale MP.

O pierwszej lokacie miał zadecydować pojedynek Stoczniowca z MTS, o tyle istotny, że zwycięzca byłby gospodarzem turnieju ćwierćfinałowego. Kwidzynianie stanęli na wysokości zadania, pokonując gdańszczan 3:2 (25:27, 25:19, 25:10, 22:25, 15:13).

Po meczu trener Marek Wodziński tłumaczył, że jego podopieczni przegrali pierwszego seta, bowiem rozszyfrowywali przeciwnika. Drugą odsłonę wygrali do 19, a w trzeciej, zakończonej ich zwycięstwem 25:10, zdeklasowali rywali. W czwartym secie kwidzynianie wyszli na parkiet zdekoncentrowani, co zaowocowało przegraną do 22. O wszystkim miał zadecydować tie-break. Emocji nie brakowało. Przy stanie 14:13 dla MTS zawodnik Stoczniowca posłał piłkę w aut.

Zawody ćwierćfinałowe mistrzostw kraju zostaną rozegrane w Kwidzynie, od 1 do 3 marca. Przeciwnikami MTS będą: Morze Szczecin, mistrz województwa zachodnio-pomorskiego, z pięcioma kadrowiczami Polski w składzie, Politechnika Poznań, wicemistrz Wielkopolski, i MKS Inowrocław, wicemistrz województwa kujawsko-pomorskiego.

Autor artykułu: (chan)

Rozmawiamy z Januszem Biesiadą

February 11th, 2002

Janusz Biesiada od 1971 roku związany z siatkówką zrezygnował z funkcji prezesa Polskiego Związku Siatkówki. O tym wiemy od blisko dwóch tygodni. Powodem był brak współpracy z częścią zarządu i oświadczenie sponsora o niemożliwości współpracy z dotychczasowym prezesem. Biesiada działał rzekomo na szkodę związku.

- Czy z perspektywy czasu nie żałuje pan swojej decyzji?

- W żadnym wypadku. Tak postawiona sprawa wymagała mojego odejścia. Blokowałem podobno podpisanie aneksów do umów, zarówno z telewizją, jak i sponsorem. Stąd postanowiłem usunąć się w cień i teraz popatrzę, jak sobie radzą inni. Na razie minął prawie miesiąc i nie widzę zapowiadanych, fantastycznych efektów.

- Skąd się wziął zarzut, że działał pan na szkodę związku?

- Stawianie bezpodstawnych zarzutów jest w naszym kraju modne. Takie plotki i pomówienia pojawiły się już w połowie ubiegłego roku. Jeżeli są na to dowody, istnieją w tym kraju prokuratura i sądy. Zapewniam, że żadne pieniądze nie zniknęły. W naszym kraju sukcesy nie są mile widziane, dlatego postanowiono to zepsuć. Typowe polskie ,piekiełko”. Kłopoty finansowe, które się pojawiły, były następstwem wydatków. Przecież nasze reprezentacje narodowe, we wszystkich kategoriach wiekowych, w 2001 roku rywalizowały w mistrzostwach Europy i świata. W sumie w 14 turniejach poza granicami kraju. W kraju zorganizowaliśmy 9 imprez wysokiej rangi z finałem Ligi Światowej na czele, który pod względem organizacyjnym został uznany za najlepszy w historii LŚ. Tymczasem nie jeden raz wycofywał się sponsor. Jednak proszę sobie przypomnieć, gdzie polska siatkówka znajdowała się cztery lata temu. Wykonałem kawał dobrej roboty. Niestety… jak zwykle znaleźli się z czasem ,życzliwi”. Z pomysłami. Zapomnieli jednak, że wcielić je w życie można tylko dzięki ciężkiej pracy. Dziwię się jednak. Skoro sytuacja związku jest aż tak zła, to dlaczego tak wielu ludzi interesuje prezesura. Sytuacja powinna być odwrotna.

- Wstawił się za panem prezydent światowej federacji Ruben Acosta. Czy to efekt złożonej mu wizyty?

- Współpraca z panem Acostą trwa od 1997 roku. Wówczas w Gdańsku zorganizowaliśmy pierwsze mistrzostwa świata, w kategorii juniorek. Później co roku zabiegałem o organizację w Polsce imprezy wysokiej rangi światowej. Dzięki moim staraniom byliśmy zawsze wybierani. Zwiększało się zaufanie do naszej federacji. Czy można się dziwić, że po złożeniu rezygnacji Acosta poprosił o wyjaśnienia i zaprosił mnie do siebie?

- Czy pańskie odejście może mieć wpływ na wykluczenie Polski z Ligi Światowej siatkarzy?

- Nie mam pojęcia. Mamy podpisaną umowę z federacją na Ligę Światową do 2004 roku. Jednak zdarzały się przypadki, że kontrakt był zrywany. Gdyby coś takie nastąpiło, mogłoby mieć nieodwracalne dla nas skutki. O taki kontrakt trzeba naprawdę dbać. Chociażby dzisiaj są sponsorzy i telewizja, a jutro już nie. Ponadto pojawiła się szansa gry polskich siatkarzy w finałach mistrzostw świata w Argentynie w tym roku.

- Czy zamierza pan dalej działać w środowisku siatkarskim?

- Nadal jestem członkiem zarządu europejskiej konfederacji siatkówki. Poza tym mam pomysł na siatkówkę w Polsce i wiem, jak wcielić go w życie. To co dotychczas zrobiłem wraz z moimi współpracownikami powoduje, że niewiele dzieli nas od uzyskania bardzo dobrych wyników sportowych, jak i od dobrego funkcjonowana tej dyscypliny w Polsce.

- W głosie czuję, że jeszcze pan nie ochłonął…

- Bo tak jest w rzeczywistości. Nie sądziłem, że to wszystko się tak potoczy. Sytuacja jest przykra, po czterech latach ciężkiej pracy, kiedy w zeszłym roku doprowadziłem do zawarcia umów z telewizją, sponsorem i federacją światową do 2004 roku. Zastanowię się, co dalej. Czekam aż swoje pomysły zaczną wcielać w życie nowe władze. Chciałbym, aby uczyniły kolejny krok do przodu. Ta dyscyplina sportu musi dalej się rozwijać. Konieczne jest wspólne działanie całego środowiska. Bezpodstawne oskarżenia psują wizerunek i dotychczasowe osiągnięcia.

Autor artykułu: Maciej Polny

Gedania – Nafta Piła

February 11th, 2002

Mistrzynie Polski, siatkarki Nafty Gaz Piła, miały mieć w Gdańsku łatwą przeprawę. Tymczasem skazana na pożarcie Gedania Gdańsk o mały włos nie sprawiła niespodzianki. W meczu serii A pierwszej ligi podopieczne Jerzego Skrobeckiego przegrały ostatecznie z liderem 2:3 (29:27, 26:24, 22:25, 20:25, 6:15), ale za swoją postawę nie muszą się wstydzić.

Ponad 130 minut trwała sobotnia konfrontacja. Już w pierwszym secie gdańszczanki rozgrzały niemalże do czerwoności kibiców. Po wyrównanym początku, kiedy gdańszczanki nawet prowadziły 2:1 i 3:2, Nafta uzyskała kilkupunktową przewagę (6:10, 16:20) i nic nie zapowiadało dramatycznej końńcówki. Gospodynie, w których szeregach trener Skrobecki dokonał kilku zmian, coraz śmielej poczynały sobie w bloku i odrabiały straty do jednego punktu. Kiedy po ataku Anna Olczyk piłka znalazła się na aucie, było 24:22 dla Nafty. I wówczas rozpoczęły się prawdziwe emocje. To jednak ofiarnie broniące się gdańszczanki wykorzystały ostatecznie piłkę – trzecią – setową.

Podobny przebieg miał drugi set, chociaż był bardzij wyrównany. Dwa asy serwisowe w wykonaniu Izabeli Bełcik pozwoliły Gedanii prowadzić 11:9. Później często na tablicy pojawiał się remis. Szkoleniowiec Nafty, Jerzy Matlak, często łapał się za głowę, widząc bezradność w poczynaniach swojego zespołu. Na chwilę uspokoił się przy stanie 24:22 dla jego zespołu. Gedanistki znów zerwały się. Najpierw Swietłana Pugaczowa, a po niej Milena Rosner, poprowadziły miejscowe do zwycięstwa także w tej odsłonie i zapowiadało się na sukces Gedanii w trzech setach.

Niestety… po raz kolejny sprawdziło się powiedzenie, że kto nie wygrywa w trzech odsłonach, przegrywa w pięciu. W kolejnej partii oglądaliśmy nadal ambitne gdańszczanki, które przy korzystnym dla siebie wyniku (19:18), później zbyt często kierowały piłkę do zmęczonej Luby Jagodiny. As serwisowy Tatiany Bunak przesądził sprawę.

W czwartej partii gdański szkoleniowiec posłał w bój trzy młode zawodniczki, przewidując chyba, że wszystko rozstrzygnie się w tie-breaku. I Gedania przegrywała już 12:19. Podstawowe siatkarki wróciły i straty zostały zniwelowane do 17:19. Po chwili kibice podnieśli ręce w geście triumfu, kiedy po bloku Nafty piłka znalazła się na aucie. Sędziowie dopatrzyli się jednak dotknięcia siatki przez Pugaczową i przyznali punkt Nafcie. Wyraźnie załamane takim obrotem sprawy gdańszczanki nie były w stanie nic zrobić, a w decydującym piątym secie nie potrafiły poradzić sobie z zagrywką Marii Liktoras.

Autor artykułu: Maciej Polny

Straż Miejska pod lupą

February 11th, 2002

Regionalna Izba Obrachunkowa przeprowadziła kontrolę gospodarki finansowej Straży Miejskiej w Gdańsku.

Sprawdzanie dokumentów rozliczeniowych za okres 2000 – 2001 trwało prawie dwa miesiące. RIO przyglądała się gdańskiej straży głównie pod względem wydatków, prowadzenia ksiąg finansowych, sposobu prowadzenia dokumentacji, przeprowadzania przetargów oraz rozliczenia mandatów. Wyniki zaskoczyły nawet komendantów SM. Nie stwierdzono żadnych uchybień.

- Czytając protokół pokontrolny byliśmy bardzo zadowoleni – powiedziała Krystyna Mollin, zastępca komendanta SM w Gdańsku. – We wnioskach wskazano nam jedynie drobne uchybienia w sprawach biurokracji i polityki informacyjnej. Musimy ulepszyć jeszcze pewne informacje na drukach i jeszcze bardziej przestrzegać wyznaczonych terminów zamykania różnych spraw.

Niedawno gdańską straż wzięła też pod lupę Najwyższa Izba Kontroli. Również nie wykryła nieprawidłowości.

Autor artykułu: (MAR)

Centrum ratownicze w Tczewie wspólne dla straży, policji i pogotowia ratunkowego

February 11th, 2002

W tczewskiej Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej powstaje centrum ratownicze. Gotowe ma ono być w 2004 roku.
W ubiegłym roku przebudowano część pomieszczeń, przystosowując je do nowych funkcji. Powstała główna sala, w której będą mogli pracować dyspozytorzy straży pożarnej a także pogotowia ratunkowego. Będą w niej stanowiska dla policji.

- Pomieszczenie będzie mogło być wykorzystywane w czasie klęsk żywiołowych – powiedział Piotr Świeczkowski, komendant Państwowej Powiatowej Straży Pożarnej w Tczewie.

Radio, telefon, komputer

Obok jest sala dla zespołu ochrony przeciwpożarowej i ratownictwa. Pomiędzy salami ma być łączność radiowa, telefoniczna, komputerowa. Powstało też pomieszczenie centrum łączności. Gotowe są pokoje socjalne dla ratowników pełniących całodobową służbę.
Strażakom i innym ratownikom w razie wypadków potrzebne są też informacje na przykład dotyczące zabudowanych terenów, występujących na niej instalacji elektrycznych, gazowych. Konieczne jest więc tworzenie komputerowej bazy danych wykorzystywanej w różnych sytuacjach. Chodzi o to, aby dzwoniąc w sytuacji zagrożenia do straży pożarnej można było w pełni uruchomić system pomocy.

Nowe pulpity

W ubiegłym roku przebudowa pomieszczeń i założenie kabli telefonicznych, komputerowych w straży pożarnej kosztowała 250 tys. złotych.
- W tym roku chcemy za 200 tys. złotych wyposażyć główną salę w pulpity dyspozytorskie. – powiedział komendant Świeczkowski. – Planujemy też zainstalować urządzenia do łączności telefonicznej, radiowej, komputerowej.
Aby w 2004 roku powstał system ratowniczy potrzeba 600 tys. złotych.
W ubiegłym roku Państwowa Powiatowa Straż Pożarna interweniowała 1374 razy. Wyjazdów do pożarów było 385. Zdaniem komendanta Świeczkowskiego rośnie liczba wyjazdów do wypadków drogowych.

  • Piotr Świeczkowski, komendant Państwowej Powiatowej Straży Pożarnej w Tczewie

    - Trzeba kupić nową centralę telefoniczną umożliwiającą bezkolizyjne połączenie z pogotowiem gazowym, elektrycznym, ciepłowniczym. Obecnie w razie wypadku dzwonimy do tych instytucji ogólnodostępnymi łączami, tak jak każdy obywatel. Jedynie z pogotowiem ratunkowym mamy łączność radiową.

    Autor artykułu: Józef Ziółkowski

  • Tunel pod kolejką

    February 11th, 2002

    Sopot nie będzie musiał (jak to pierwotnie zakładano) kupować od kolei gruntów pod budowę tunelu pod torami kolejki SKM w Sopocie Kamiennym Potoku.

    Taką decyzję podjęli na piątkowym spotkaniu z władzami kurortu przedstawiciele Szybkiej Kolei Miejskiej, Polskich Linii Kolejowych i Zakładu Nieruchomości PKP. Zadecydowano również, iż to kolej zajmie się zorganizowaniem ruchu i regulaminu przejazdów podczas trwania inwestycji.

    - Do tej pory przedstawiciele spółek wchodzących w struktury PKP SA chcieli, byśmy to my pokryli koszty organizacji ruchu i wykupili od nich tereny prowadzące na schody, zejścia czy planowane w tym miejscu pochylnie – wyjaśnia Cezary Jakubowski, wiceprezydent Sopotu. – Ustaliliśmy jednak, iż teren ten kolej przekaże nam nieodpłatnie. My z kolei damy im tunel pod torami. Być może partycypować będziemy również w opłatach za kary, jakie trzeba ponosić powodując ograniczenia w ruchu. Obie strony są zadowolone z ustaleń, więc ostateczną umowę podpiszemy w przeciągu 10 dni.

    O inwestycji
    Budowa około 50-metrowego tunelu dla pieszych pod torami kolejki SKM w Kamienny Potoku (tam gdzie teraz znajduje się żelbetowa, nadziemna kładka) rozpocząć się ma 1 czerwca br. Koszt inwestycji szacuje się na około 10 milionów złotych. Ponieważ pieniądze na inwestycje pochodzą z kredytu zaciągniętego w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju, przetarg na wyłonienie wykonawcy będzie międzynarodowy. Ogłoszony on zostanie w marcu br. Inwestycja prawdopodobnie potrwa około 9 miesięcy.

    Autor artykułu: (vera)

    KALENDARIUM

    February 8th, 2002

    26 lat temu Sąd Rejonowy w Słupsku skazał Antoniego K., który usiłował wywieźć za granicę 6 książeczek oszczędnościowych z łącznym wkładem 620 tys. zł. Próbował to zrobić bez zezwolenia Narodowego Banku Polskiego. Antoni K. chciał wyjechać na pobyt stały do RFN, na przejściu granicznym próbował ukryć książeczki. Czujni celnicy znaleźli je w kieszeni ortalionowej kurtki. K. próbował wmówić, że książeczki te zapakowała mu żona, a on nic o tym nie wiedział. Sąd nie uwierzył i skazał mężczyznę na 2 lata wiezienia w zawieszeniu i grzywnę 200 tys. zł, książeczki przepadły na rzecz Skarbu Państwa.

    22 lata temu ogłoszono, że Słupska Fabryka Mebli po raz pierwszy nie wykonała planu rocznego. Nie sprzedano i nie wyprodukowano odpowiedniej liczby towaru. Zadania wykonano tylko w 93 proc. Nie zawiniła tu jednak ani załoga ani kierownictwo. W wykonaniu planu przeszkodziła trudna, ubiegłoroczna zima.

    26 lat temu prezydia rad narodowych stopnia podstawowego w województwach słupskim i koszalińskim ustaliły liczbę i granice obwodów wyborczych. Komisja składała się z doświadczonych działaczy Frontu Jedności Narodowej. Województwo słupskie podzielono na 195 obwodów i powołano taką samą liczbę komisji.

    Autor artykułu: Na podstawie archiwalnej prasy lokalnej

    Kto ma utrzymywać portowe nabrzeża

    February 8th, 2002

    Pomorscy radni obawiają się, że będą musieli wykładać własne pieniądze na utrzymanie nabrzeży portowych – zakłada to znowelizowana ustawa o prawie portowym. Dotychczasowa zezwala na komunalizację nabrzeży. Oznacza to, że samorządy mogą w nie inwestować. Jednak, jak twierdzi Tomasz Wszółkowski, wójt gminy Ustka, nowa ustawa może doprowadzić do scedowanie wszystkich możliwych obowiązków właśnie na samorządy.

    - Oznacza to dla nas same kłopoty – dodaje Wszółkowski. – Oczywiście, chcielibyśmy zagospodarowywać nabrzeża według naszego uznania, niestety w Urzędzie Morskim widzimy tylko marazm, który nie pozwala na porozumienie się w sprawie wspólnego utrzymania nabrzeży.

    Do tej pory w miejscach, gdzie nie miało być komunalizacji nabrzeża wszystkie koszty ponosił Skarb Państwa.
    - Nie wiadomo kto za co odpowiada – mówi Zdzisław Lesiecki, zastępca wójta gminy Ustka. – Zamęt jaki powstał z powodu przyszłych zmian w prawie portowym uniemożliwi gminom inwestowanie w rozwój właśnie nabrzeży i obiektów turystycznych. Stracą na tym przede wszystkim miejscowości wypoczynkowe, które nie będą mogły wybudować nawet przystani dla jachtów.

    Samorządowcy podczas konferencji, która odbyła się kilka dni temu w Kołobrzegu i dotyczyła m.in. komunalizacji nabrzeży, sprzeciwili się likwidacji Urzędu Morskiego w Słupsku. Jeśli do tego dojdzie, sprawy małych przystani rybackich mogą zostać zdominowane przez interesy portów Szczecina i Trójmiasta.

    Autor artykułu: Marcin Kamiński

    Wrak przestanie straszyć

    February 8th, 2002

    Do końca maja powinna zostać usunięta znajdująca się u wejścia do usteckiego portu rozbita pogłębiarka Stułbia. Zapewnienie takie złożył, w liście skierowanym do Urzędu Morskiego w Słupsku, armator jednostki. Do tej pory mimo kilku prób wraku nie udało się podnieść.

    Stułbia rozbiła się wieczorem 25 stycznia 2000 roku podczas wchodzenia do portu, w czasie sztormowej pogody. Ze zbiorników wyciekł olej.
    - Całą operację trzeba przeprowadzić bardzo ostrożnie, tak by nie wylać oleju, który może się tam znajdować – tłumaczy Andrzej Szczotkowski, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Morskiego. – Konieczne będzie odpompowanie zawartości zbiorników i ustawienie zapory, by uniknąć skażenia środowiska.

    W ciągu dwóch lat pogłębiarka stała się atrakcją turystyczną. Na molo cały czas można spotkać wczasowiczów przyglądających się wrakowi. Dla wielu z nich to obowiązkowe miejsce wycieczek.

    Autor artykułu: AGO

    Bal parafialny seniorów

    February 8th, 2002

    Po raz pierwszy Parafialny Zespół Charytatywny przy parafii świętego Jana Chrzciciela zorganizował bal dobroczynny.Zebrane pieniądze będą przeznaczone dla najuboższych dzieci.

    Bawiło się 80 osób przy przedwojennych szlagierach i piosenkach kresowych. Atrakcją balu był wybór króla i królowej balu. Zostali nimi państwo Wolakowie.
    - Jesteśmy bardzo wzruszeni – mówili zaraz po wyborze.
    Uczestnicy zabawy głosowali oklaskami. Owacja dla zwycięzców trwała 37 sekund. Za taniec z królową balu trzeba było zapłacić. Zebrano w ten sposób 370 złotych. Cały dochód z balu wyniósł 570 złotych.

    Inicjatorem imprezy był ksiądz proboszcz Krzysztof Miś. Początkowo członkowie CARITAS nie byli do tego pomysłu przekonani. Obawiali się, że nie będzie chętnych.
    - Początkowo rzeczywiście zgłosiło się mało osób. Potem zainteresowanie przekroczyło nasze najśmielsze oczekiwania – mówi ks. K. Miś.
    Uczestnicy zabawy planują następny bal, tym razem czasie zielonego karnawału w plenerze.

    Integracja
    Ryszard Łukowski
    Przewodniczący Zespołu Charytatywnego CARITAS
    – Celem balu było nie tylko zebranie pieniędzy, ale integracja naszej wspólnoty parafialnej. Dzięki wspólnej zabawie lepiej poznaliśmy się. Mam nadzieję, że więcej osób zaangażuje się w działalność charytatywną. W organizację imprezy, oprócz księdza proboszcza włączyło się wiele osób, m.in. Janina Łuszczyk, Józef Szeliga i Józefa Rempel. Salę bezpłatnie użyczyła dyrekcja Szkoły Podstawowej nr 9. Jestem bardzo wdzięczny za ten gest.

    Autor artykułu: (G.W.)